Porozrzucanie skarpetki, pogubione kapcie, okruchy jedzenia,
nitki, piórka i koraliki powtykane w różnych miejscach, do tego słynny śmieg
(zob. TU), którego po prostu nie da się wysprzątać do końca - do niedawna za to
wszystko obwiniałam głównie Starszą. Na Młodszego zrzucałam winę za przypalone
mleko, kipiącą zupę, plamy na książkach (i w ogóle plamy wszędzie), poniszczone
cienie do powiek. Naiwnie i zupełnie niesprawiedliwie myślałam, że mam w domu małych
bałaganiarzy, którzy w dodatku swoją niefrasobliwością także mnie odciągają od pilnowania
domowego ładu. Niedawno przekonałam się jednak, jak bardzo się myliłam. Okazuje
się, że wszystko z nami w porządku, to tylko DOMOWE DUCHY zamieszkały na
Poddaszu.