Kiedy ponad dwa lata temu wprowadziliśmy się na Poddasze, u
Starszej pojawił się pewien lęk. Nie pozwalała zostawiać otwartego okna w swoim
pokoju, zwłaszcza gdy nikogo tam nie było. Dopiero zamontowanie moskitiery
nieco ją uspokoiło. O co chodziło z tym oknem? Otóż o bezpieczeństwo zabawek.
Starsza bała się, że zabawki, buszując same w pustym pokoju, mogą niechcący
wypaść przez okno. Nie pomagało uspokajanie i tłumaczenie, jak zwykle wyszło na
to, że dorośli nic nie rozumieją. Ostatnio lęk samoistnie minął, a ja zaczęłam
podejrzewać, że Starsza nie wierzy już w tajemne życie zabawek. Jednak nic
bardziej mylnego. Wierzy! Przekonałam się o tym, obserwując jej żywe reakcje
podczas lektury książki "Mat i świat".